24 maja 2015

Dwa tygodnie w zdjęciach. (3)

Minął miesiąc od ostatniego wpisu zdjęciowego, więc na szybkiego wrzucam zdjęcia z ostatnich dni kwietnia.


1. Są miejsca w moim rodzinnym mieście, które bardzo lubię. A to jest jedno z kilku miejsc docelowych kiedy idę na spacer z moją siostrą. | 2. Omnomnom. Odkryty przypadkiem podbił moje serce. | 3. Seeelfieeee. | 4. Zabawy na kryminalistyce. | 5. Paczka - niespodzianka, która szalenie mnie ucieszyła. Już niedługo więcej o jej zawartości. | 6. Edukuję się w zupełnie innym kierunku niż moje studia! Ale co tam! :D | 7. Poszalałam na promocji Rossmannowej, co nie? :) Poprzednim razem też kupiłam ten podkład na promocji i w sumie byłam zadowolona. Jak na obecną porę roku fajnie mi się spisuje. W zimie jednak stawiam na mocniejsze krycie| 8. Uczelniana przerwa. | 9. Kwiecień plecień...

6 maja 2015

glinka zielona (odświeżająca) - dermaglin.

Nie było mnie trochę, przepraszam. Ale mój komputer postanowił pewnego dnia zrobić mi psikusa i się nie włączyć. Żeby tego było mało konieczny był format. I tak o to wszystkie zdjęcia z pulpitu poszły się paść... Ale ja się chyba nie nauczę na bieżąco zrzucać ich na dysk... Nieważne. Już jestem.
A! Zdjęć z karty na szczęście nie usuwałam, ale jak to ja na dzień dzisiejszy owe fotki już mi się nie podobają. Gdybym dodała notkę zaraz po tym jak je robiłam może byłoby ok, na chwilę obecną nie podobają mi się, ale np śmieci już nie cofnę (czyt. denko) a flakonika prawie pustego pokazywać nie będę. Przeżyjecie, co?

Nie wiem jak Wy, ale ja żeby sobie zrobić maseczkę muszę złapać zachciewajkę. Wiem, że to źle dla cery, że nie funduję jej regularnie takiego dobrodziejstwa jakim jest maseczka, ale ja wiecznie albo zapominam albo nie mam czasu. A jakby wymówek było mało, to ja wolę maseczkę zmywać pod prysznicem (nie wkurza Was lejąca się po łokciach woda, gdy zmywacie twarz nad umywalką?) Ostatnio o dziwo zostało mi tego czasu trochę i wśród sterty maseczek wybrałam jedną - która w danym dniu wydawała mi się najodpowiedniejsza. Wspominałam, że lubię jedynie glinkowe maseczki ?
Wybór padł na dermaglin, maseczka odświeżająca.
Na stronie producenta (jak i na tylnej stronie opakowania) możemy znaleźć takie informacje jak:
  • złuszcza martwy naskórek, wygładza i odżywiam łagodzi i koi podrażnienia.
  • do każdego rodzaju skóry – twarz, szyja, dekolt
  • maseczka nowej generacji oparta na zmikronizowanej  zielonej glince kambryjskiej posiadającej właściwości terapeutyczne. 
  • zawarte w glince mikrogranulki krzemu i glinu delikatnie złuszczają martwy naskórek, oczyszczają skórę z nadmiaru sebum, niezdrowej mikroflory i toksyn odsłaniając zdrową i gładką skórę.  Poprawiają ukrwienie. Łagodzą stany zapalne, przywracając równowagę mineralną.
  • maseczka zawiera  wyciąg z ogórka  lekarskiego,  który  odświeża  i rewitalizuje skórę.
Maseczkę pozostawiamy na około 15 do 20 minut. Konsystencja jest charakterystyczna dla glinki, przyjemnie się rozprowadza po buzi. Zastyga na twarzy w przyzwoitym tempie. Zapach? Nie umiem go do niczego porównać, ale jest przyjemny.
Na wstępie zaznaczę, że ja mam cerę normalną. Jaki jest efekt po? Rewelacyjny. Serio! Twarz jest bardzo gładka, delikatna i odniosłam wrażenie, że delikatnie nawilżona. Nie jest podrażniona. Nic po niej nie wyskoczyło. Co najważniejsze efekty wygładzenia nie zniknął po jednym czy dwóch dniach. Potrzebę kolejnego zamaskowania się odczułam dopiero po kilku długich dniach.
Jeśli chodzi o wydajność to opakowanie (20 g) starczy na 2 użycia, aczkolwiek ja nie lubię zostawiać otwartych glinek bo niestety szybko wysychają - i całość zużyłam na raz.
(hihi, dobranoc! :* )

Maseczkę możecie kupić m.in w Rossmannie za cenę ok 5-7 zł - na początku cena wydawała mi się zaporowa, ale biorąc pod uwagę działanie - warto.