28 marca 2014

Colour Alike - 472 Jeżyce.

.
Do lakieru tego wzdychałam długo jak nie dłużej. Jak tylko pojawiły się zdjęcia i zawrzało (pozytywnie!) o kolekcji Colouralike Jeżyce były moim numerem jeden. W końcu jakiś czas temu przy zbiorowym zamówieniu udało mi się go zdobyć. Sam w sobie jest przepiękny i w ostatnim czasie jest jednym z częściej noszonych lakierów na mojej dłoni. W zależności od światła wygląda inaczej, ale najpiękniej prezentuje się w słońcu! Mieni się na sto sposobów i do tego zostawia na paznokciu taką jakby taflę. No piękny jest! Wystarczy jedna warstwa do pokrycia, ale ja już z przyzwyczajenie nakładam dwie. Szybko wysycha, ale trwałość już ma gorszą bo po 2 dniach odchodzi mi płatami. Winię za to bazę którą nakładam pod niego, ale mam zbyt mocno przebarwiona płytkę żebym mogła sobie pozwolić na nałożenie go na nagie paznokcie. Tak czy siak ze względu na ekspresowe wysychanie nie przeszkadza mi częste malowanie paznokci. Najładniej moim zdanie prezentuje się na dłuższych paznokciach (a że ja sama z pewnej przyczyny do czerwca będę mogła nosić maksymalnie taką długośc jak na zdjęciu to pokazuję go tu i teraz na blogu!) 
Sama buteleczka mieści 8ml produktu, a pędzelek jest standardowy - dobrze się nim nakłada lakier. Dostępny jest między innymi na stronie internetowej colorowo.pl w cenie 10,49 zł. Ale warto polować na stronce lub na ich FB na różne promocje czy wyprzedaże! :)

26 marca 2014

Marion - spray dodający objętości.


Blond. Długie. Proste. Niepuszące się. Nie jest ich szalenie dużo, ale kitka wygląda całkiem przyzwoicie. :) Takie są moje włosy. Wszystko byłoby fajnie gdyby tylko były bardziej uniesione u nasady! Jedynie kiedy udaje mi się je podnieść to wtedy gdy susze włosy ze spuszczoną głową. Problem w tym, że ja włosy suszę sporadycznie, a wiosną-latem to wcale więc na co dzień potrzebuję czegoś innego niż suszarka. Tapirowanie włosów to dla mnie czarna magia, chociaż postawiłam to sobie za cel do nauczenia się! Ale zanim zakupię grzebień i melisę (nie jestem zbyt cierpliwą osobą) to chciałam popróbować specyfiki, które są na rynku i ot tak mają zrobić to czego na mojej głowie mi potrzeba - unieść włosy! 
Przeglądałam youtube, blogi i wizaż. W końcu zdecydowałam się spray, który wypatrzyłam na KWC. Nie miał jakoś szalenie dużo opinii ani MH, ale za taką cenę (7-9zł) skusiłam się tym bardziej, że bardzo lubię firmę marion.
Wizualnie mi się podoba, jeśli chodzi o samą aplikację również - dobrze rozpyla się spray. Ale bardzo nie lubię tej nakładki przezroczystej! O ile nakładanie mnie tak nie denerwuje tak ściąganie jej to dla mnie koszmar, mimo, że to żadna filozofia! Wielokrotnie w pośpiechu zdarzyło mi się razem z zatyczką ściągnąć "główkę"... Pojemność - 130ml.
Na buteleczce przeczytamy " Więcej objętości, uniesienie u nasady, wzmocnienie i połysk, bez obciążenia".  Polubiłam ten produkt, mimo, że nie działa tak jak powinien w 100%. Niby spełnia wszystkie 4 obietnice, ale dwie pierwsze o objętości i uniesieniu troszkę za słabo. Owszem unosi w miarę fajnie włosy, a szczególnie dodaje im objętości , ale za mało. Używam go zawsze na wilgotne włosy, spryskuję 4-5 razy głowę przy nasadzie, wmasowuję go i czekam do wyschnięcia włosów co jakiś czas je przeczesując i "roztrzepując" palcami. Producent zaleca użycie produktu przed modelowaniem ich przy użyciu suszarki bądź szczotki, ja tak zrobiłam góra dwa razy przed wyjściem i fakt, efekt jest bardziej widoczny na włosach, aczkolwiek tak jak pisałam - ja suszarkę używam sporadycznie - najzwyczajniej w świecie szkoda mi moich włosów. :) Dodatkowo spray dodaje delikatnego połysku i nie obciąża włosów. Podsumowując jestem zadowolona, bo pomimo spełnienia najważniejszych zadań w połowie i tak efekt jest lepszy niż bez używania sprayu :)
Używam go od ok 2 miesięcy mniej więcej co trzeci dzień i jest go połowa, także wydajność oceniam na
bardzo dobry plus! :)
Jest bardzo ładny, kojarzy mi się z fryzjerskimi produktami. Na włosach nie utrzymuje się.

 
Dostępny jest wszędzie tam gdzie kosmetyki Marion. Na pewno znajdziecie go w Wispolu. Cena to ok 8 złotych.

24 marca 2014

Ziaja - mleczko do demakijazu - każdy rodzaj skóry.

Swego czasu używałam tylko i wyłącznie mleczek do demakijażu - nivea, garnier, ziaja przewijały się przez kosmetyczną szafkę odkąd pamiętam. Później przerzuciłam się na micele, moją miłością stał się micel od Tołpy, o którym pisałam już tutaj. I znów wróciłam do mleczka, mimo, że dalej uwielbiam płyn micelarny to mleczko tak dobrze pielęgnuje mi oczy (jeśli mogę to tak nazwać) i rzęsy, że stosuję go głównie właśnie do demakijażu oczu. 
To już moje 2 lub 3 opakowanie, z tym, że pierwsze w wersji rumiankowej. "Wyciąg z kwiatów rumianku, prowitamina B5, witaminy A i E."

Mleczko z Ziaji zamknięte jest w plastikowej buteleczce, na zatrzask. Bardzo dobrze wydobywa się przez otwór produkt, nie wylewa się go za dużo, mimo, że konsystencja jest dość lejąca. Opakowanie nie jest ani pół przezroczyste przez co nie możemy kontrolować ile mleczka nam zostało. Z tyłu opakowania na naklejce znajdziemy krótka informację o produkcie " wyciąg z kwiatów rumianku, prowitamina B5, witaminy A i E. "Delikatnie oczyszcza oraz skutecznie usuwa makijaż. Aktywnie nawilża i zmiękcza naskórek. Zapobiega powstawaniu podrażnień. Przygotowuje skórę do dalszych zabiegów pielęgnacyjnych. " Dodatkowo znajduje się sposób użycia czy skład. Opakowanie zawiera 200 ml.


Tak jak pisałam wyżej jest bardzo dobra.Sporą część produktu zużyłam mimo wszystko do demakijażu całej twarzy i produkt starczył mi na około 2 miesiące przy codziennym stosowaniu. 

Ja oczekiwałam od mleczka przede wszystkim dobrego demakijażu. Spełnił swoje zadanie. Ja zazwyczaj dość mocno tuszuję rzęsy, także zmycie tego w dość delikatny sposób wymaga u mnie cierpliwości - Ziaja poradziła sobie z tym bez problemu. Dodatkowo delikatnie pielęgnował moją skórę, nie dawał efektu ściągnięcia z którym spotykam się często przy micelach. Pokuszę się o stwierdzenie, że nawet delikatnie nawilża. Mimo, że w składzie na samym początku jest parafina nic mi złego na twarzy nie zrobił. Przy demakijażu oczu nie gubiłam rzęs -co dla mnie jest bardzo ważne, bo przez ostatnie kilka miesięcy i testy różnych płynów (w tym osławionego, a przeze mnie znienawidzonego! micela z biedry) pogubiłam ich troszkę.

Konsystencja to chyba jedyna rzecz, która mi troszkę przeszkadza w tym produkcie. Jest mocno lejąca, ja zdecydowanie wolałabym aby była ciut bardziej gęsta.  Jeśli chodzi o zapach to niby pachnie, ale jest to tak delikatny zapach, że ledwo co wyczuwalny.

 Aqua (Water), Paraffinum Liquidum (Mineral Oil), Propylene Glycol, Ceteareth-12, Chamomilla Recutita (Matricaria) Flower Extract, Cetearyl Alcohol, Panthenol, Retinyl Palmitate, Tocopheryl Acetate, Dimethicone, Magnesium Sulfate, Sodium Benzoate, 2-Bromo-2-Nitropropane-1,3-Diol, Parfum (Fragrance), Hexyl Cinnamal, Citronellol, Geraniol, Butylphenyl Methylpropional, Linalool, Citric Acid. 


6-9 złotych w zależności od drogerii i promocji. Drogerie, sklepy osiedlowe, hipermarkety.

23 marca 2014

Niedzielny wieczór.

Uwielbiam wiosnę. Mimo, że nie jest to moja ulubiona pora roku (kocham lato!) to chyba jest to jedyna pora roku, która napawa mnie ot tak szczęściem. Mam więcej siły i motywacji. Budząc się promienie słońca, które wpadają mi do pokoju z samego rana mnie najzwyczajniej w świecie cieszą - a nie jestem rannym ptaszkiem. Nawet droga o siódmej rano na uczelnie jest przyjemna, mimo, że wiem, że czeka mnie osiem godzin zajęć. A wieczory mają coraz piękniejsze zachody słońca. Splątane dłonie podczas spaceru przy różowym niebie to najpiękniejsze zakończenie każdego dnia. Uwielbiam wiosnę.

Życzę Wam wszystkim słonecznego tygodnia, pełnego uśmiechu!

21 marca 2014

TAG - moje usta.

TAGi lubię zarówno czytać jak i na nie odpowiadać, a z racji, że nie mam zbyt dużo wolnego czasu to zapraszam Was dzisiaj na TAG - moje usta, na który w większości odpowiedź jest w postaci zdjęcia.

Zapraszam. :)

18 marca 2014

Brocato - lakier do włosów o średnim utrwaleniu.

Lakier do włosów używam niemalże codziennie do delikatnego okiełznania moich włosów.
Mocnego utrwalenia potrzebuję sporadycznie, gdy pokręcę włosy i/lub na jakieś większe wyjścia.
Jakiś czas temu dostałam możliwość przetestowania czegoś ze strony fryzomania.pl. Bez wahania wybrałam lakier do włosów dający średnio mocne utrwalenie, mimo, że miałam w domu jeszcze dwa inne lakiery, ale już mocno utrwalające.

Lakier firmy Brocato jest nieco droższy niż standardowe lakiery, które możemy znaleźć w drogeriach. Jest też często stosowany w salonach fryzjerskich. 

Kilka informacji od producenta:
Co to jest Moveable Hold Hair Spray?
Moveable Hold Hair Spray to lakier w aerozolu, zapewniający włosom naturalność i średni stopień utrwalenia. Nadaje włosom wspaniały wygląd i ułatwia rozczesywanie.

Podstawowe składniki produktu to:
System Blended Protein Attraction - wzmacnia i chroni włosy przed szkodliwym działaniem środowiska. Trimetikon fenylowy - nadaje włosom połysk. Wyjątkowa technologia mikrodrobinek - dzięki niej powstaje lekka mgiełka, która zapewnia utrwalenie fryzury przez cały dzień.


Opakowanie jest dość surowe, minimalistyczne, ale mi się podoba. Mieści w sobie aż 400 ml produktu. Dozowanie jest zwyczajne - poprzez spray.

Zapach według mnie jest okropny i jak dla mnie jest jedyną wadą tego produktu. Aczkolwiek wszystkie opinie dziewczyn, które czytałam na temat tego lakieru pisały, że zapach przypadł do gustu, także wychodzi na to, że ja jestem dość wybredna :). Utrzymuje się na włosach dość długo, bo nawet do 3ech godzin, ale można go delikatnie zniwelować spryskując mgiełkami o przyjemnym zapachu.

Lakier ma dawać średnio mocne utrwalenie i naturalny efekt - tak też działa. Ja zazwyczaj używam go aby przygładzić baby hair przy nasadzie i ewentualnie odstające włosy przy koczku czy wysoko spiętym kucyku. Nie skleja włosów i co dla mnie ważne nie widać go na włosach, czyli daje obiecany naturalny efekt. Możemy stosować go zarówno na mokre włosy jak i na suche, aczkolwiek ja zdecydowanie preferuję go już jako efekt końcowy na włosach, a nie faza początkowa stylizacji. Rozpylamy go tradycyjnie z odległości mniej więcej 30 cm. Wystarczy niewielka ilość do pokrycia całej głowy. Jeśli efekt na włosach jest niezadowalający lub/i chcemy poprawić naszą fryzurę spokojnie możemy spryskać włosy ponownie lakierem. 

Używam go mniej więcej od połowy listopada i nie jestem pewna czy zużyłam połowę, także jego wydajność jest na ogromny plus! Z rozczesaniem czy też zmyciem go z włosów nie ma problemu. 
Co więcej? Nie obciąża włosów, ogólnie jest niewyczuwalny. Szybko wysycha na włosach i utrwala fryzurę na długie godziny.
Jego cena to granica 50 zł za 400 ml, to dość dużo, ale biorąc pod uwagę jego wydajność i zalety warto rozważyć zakup.

17 marca 2014

Tydzień w zdjęciach. (11)

Robię sobie chwilową przerwę od pisania i zapraszam Was na kolejny post z serii Tydzień w zdjęciach. U mnie tydzień leci szalenie szybko bo ciągle gonią mnie jakieś terminy, ale mimo wszystko ubiegły tydzień był udany. 

4 zdjęcia z ubiegłej soboty, czyli kwiaty, które uwielbiam i przepyszny obiad, na który zabrał mnie mój D. Natomiast trzecie zdjęcie to drobny podarunek od Pana w fotojokerze, z którym rozmawiałam na temat obiektywów - miły gest dla wszystkich klientek, które odwiedziły salon FJ w Dzień Kobiet.  

Wczesna wiosna, która ma swoje kaprysy, ale nie da się jej nie lubić. 2 pierwsze zdjęcia są sprzed kilku dni, kiedy to termometr z samego rana wskazywał 6 stopni! Kolejne dwa były robione w sobotę (15.03) w odstępie czasowym: ok 60 sekund!
Jestem szczęśliwą siostrą pannicy z pierwszego zdjęcia, która już zaczęła podkradać mi co niektóre rzeczy. O ile okulary czy różne chustki są okej i pasują ! Tak buty czy kurtka jeszcze są troszkę za duże, a ucieczka w nich nie jest tak prosta jak z wcześniej wspomnianymi gadżetami. :D
Drugie zdjęcie to rysunek tejże Pannicy. Jestem niemałym chomikiem co do Jej rysunków. Lubię. Ba! Uwielbiam je.
Poniższe zdjęcia to walka z pracą licencjacką i kot. Kot który śpi. Kot, któremu tak często zazdroszczę ilości przespanych dni!
Droga na uczelnie - Ciocia bawi - Nowy nabytek, ale żeby nie było kolorowo w niedziele wszystkie paznokcie poszły na zerowe cięcie - Blogowy relaks.

16 marca 2014

Mocno wysuszona skóra - pomocy!

Cześć.
Piszę do Was z ogromną prośbą o pomoc!
Moja skóra na twarzy w ostatnim czasie robi mi jednego wielkiego psikusa.
Zawsze uważałam ją za normalną, lekko wrażliwą. Na chwilę obecną jest niby normalna z dużym naciskiem w kierunku suchej, ale tylko miejscami! Okolice ust są suche do tego doszły pękające kąciki ust ( tak, wiem tu akurat problem w tkwi w niedoborze witaminy B), przy płatkach nosa i pod nosem jest od groma suchych skórek no i miejsce, z którym nigdy nie miałam takiego problemu to wysuszona górna powieka ( od strony nosa) ! Do tego gdy buzia jest czysta bez żadnych kremów okropnie piecze...
Powiedzcie mi czy słynny Revlon Colorstay do skóry suchej i normalnej może mieć z tymi wysuszeniami coś wspólnego? W pewnym sensie winię go ponieważ, problem ten zaczął się zaraz po tym jak zaczęłam go codziennie stosować. 

Na chwilę obecną jeśli chodzi o twarz to zaopatrzyłam się w Nivea Aqua Effect nawilżający krem regenerujący do cery suchej i wrażliwej na noc.  " (...) wzbogacony w naturalny olejek migdałowy i Hydra IQ. Wspomaga proces regeneracji skóry nocą dzięki kojącej formule z prowitaminą B5, zaś pielęgnująca formuła z olejkiem migdałowym sprawia, że Twoja skóra nad ranem jest wypoczęta. " Chwyciłam go nie wiedząc czy warto, ale moje zapotrzebowanie na już było tak silne, że wydawało mi się, że najzwyklejszy krem złagodzi pieczenie.
Tak wiem jest to krem na noc i nie powinno się go stosować na dzień. Trudno. Ten jeden raz.
 Nałożyłam go ok godziny 13, i po 4 godzinach buzia jest ciągle tak niesamowicie ukojona i nawilżona. Nie wiem czy będzie to długotrwały efekt nawilżenia czy tylko do momentu, gdy będzie na twarzy, ale na chwilę obecną jest dobrze.
Dodatkowo maść z witaminą a, którą kupiłam do punktowego używania właśnie na powysuszane miejsca na twarzy i przy okazji skórki wokół paznokci. Wiem, że potrafi działać cuda.
No i witamina B, wiadomo.
Jeśli jeszcze polecacie krem / maść / inne sposoby, które pomogłyby mi przy zwalczeniu wysuszonych miejsc na twarzy to piszcie w komentarzach. Za każdą radę będę bardzo wdzięczna! 
Aha!
I jeszcze jedno.
Tonik, koniecznie polećcie mi dobry tonik nawilżający!

14 marca 2014

Isana, Krem do ciała z 5% mocznikiem.

U mnie trwa czyszczenie półek z kosmetyków, które są otwarte bądź jeszcze nie, a nie zostały zakupione wczoraj i wypada je w końcu zużyć. A najlepiej zużywanie balsamów idzie mi właśnie zimą i jesienią, ze względu na komfort po kąpieli. Jednym z tych produktów, które znalazły się w koszyczku do aktualnego użytkowania i wykończenia jest isana,  krem do ciała z 5% mocznikiem. Stosuję go do ciała, do rąk i nawet zdarzyło mi się do ... okolic nosa przy przeziębieniu ! Sprawdził się idealnie w każdej z tych opcji!
Opakowanie jest plastikowe, zgrabne, zakręcane o pojemności 150 ml. Zdecydowanie bardziej wolę takie niż wyciskane, bo nie ma problemu z wydobyciem kremu pod koniec no i aplikujemy tyle ile chcemy, a nie tyle ile nam się wyleje. Z tyłu znajdziemy krótką informacje na temat produktu, skład czy inne podstawowe rzeczy takie jak producent czy pojemność.
Konsystencja jest bardzo gęsta, treściwa, ale doskonale rozprowadza się na ciele. Dość szybko się wchłania. Zapach ma bardzo przyjemny, niedrażniący. Ja używam go zawsze na noc i rano nie jest już wyczuwalny, ale na piżamie pozostawia delikatną woń. Ze względu na  zbitą konsystencję jest wydajny
 Zimą o największe nawilżenie wołają moje nogi i dłonie, także żeby nadać im choćby minimum miękkości trzeba niemało wysiłku przy pielęgnacji, ale krem ten radzi sobie bez żadnego problemu z nimi nawilża idealnie, dając naprawdę długotrwały efekt nawilżenia.. Skóra jest delikatna, gładka, odżywiona.

Skład: Aqua, Glicine Soya Oli, Urea, Cetearyl Alcohol, Glycerin, Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Stearate, olea Europaea Fruit Oil, Carboemr, Ethylhexylstearate, Tocopheryl Acetate, Parfum, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Hexyl cinnamal, Benzyl Salicylate, Bythylphenylmethylpropional, Linalool, Lomonene, Geraniol, Coumarin.


Powiedzcie mi czy on jest jeszcze dostępny w Rossmannach, bo zakupiłam go jakiś czas temu, a wydaje mi się, że nie widziałam go na półkach w ostatnim czasie?
Udanego weekendu Wam życzę. :)
grimagee

12 marca 2014

Dove, Go Fresh, Żel pod prysznic - granat i werbena cytrynowa.

Żele pod prysznic to teoretycznie kosmetyki od których wiele nie wymagam. Mają dobrze oczyszczać skórę, delikatnie pielęgnować i pięknie pachnieć - jeśli dodatkowo nawilżają to  już w ogóle szał. Wybór zapachów jest w żelach ogromny słodkie, ciężkie, orzeźwiające, delikatne, kto jakie lubi. Ale niestety mało który żel pozostawia zapach na ciele, a szkoda - tym bardziej, że jestem typem dość leniwym jeśli chodzi o używanie balsamów do ciała, także niczym bym nie zamaskowała żelowego zapachu.
Do rzeczy.

Wcześniej używałam Dove Deeply Nourishing (wersja klasyczna) oraz Dove Silk Glow i w obu przypadkach była to miłość od pierwszego powąchania, a potem użycia. Oba żele pachniały dość klasycznie jak na dove (nie wiem czy wiecie o co mi chodzi) i były to jedyne żele, które pozostawiały zapach na ciele przez kilka godzin! Obecnie wykańczam butle 500 mililitrową o zapachu granatu i werbeny cytrynowej i mimo, że jesienią - zima preferuję cięższe zapachy tak ten tak mocno mnie zauroczył, że musiałam go zakupić - idealnie nadaje się pod prysznic np po treningu kiedy chcemy orzeźwić nie tylko ciało, ale i ducha. ;) Owszem, także pachnie przez jakiś czas na skórze, ale niestety nie jest to już tak długotrwały efekt jak po wyżej wspomnianych wersjach dove.
 Jeśli chodzi o sam produkt to opakowania są plastikowe, dość masywne, ale wizualnie proste - przykuwają o wiele bardziej moją uwagę niż te o krzykliwych etykietach.  Nie jest śliskie, a otwieranie mimo tego, że musimy użyć troszkę siły nie stanowi problemu nawet w mokrych dłoniach. Żeby resztka żelu spłynęła musimy wspomagać się innymi produktami/żelami, gdyż główka z zatyczką w porównaniu z resztą opakowania są małe. Konsystencja jest kremowa - zdecydowanie moja ulubiona wśród żeli. Nałożona bezpośrednio na ciało nie pieni się, wspomagana gąbką jak najbardziej. Kolor jest delikatnie różowy (kojarzy mi się z truskawkowym jogurtem pitnym od jogobelli:)) .  

Zapach tak jak wyżej wspomniałam jest bardzo orzeźwiający, świeży i mocniej według mnie jest wyczuwalny granat ( na szczęście!) Jest wydajny, ale nie umiem określić na ile starcza półlitrowa butla, ponieważ używam jeszcze innych produktów naprzemiennie z nim. Działanie żelu to przede wszystkim dobre oczyszczanie, nawilżenie (latem wystarczające, zimą warto wspomóc się balsamami). Skóra jest gładka i miękka. Nie wysusza ani nie uczula.
Żele z Dove dostępne są wszędzie, hipermarkety, drogerie, sklepy osiedlowe.
Cena
 250ml/ ~10zł
 500ml/~20zł
Często można spotkać je na promocjach.

Podsumowując są to moje ulubione żele pod prysznic do których wracam zawsze, niezależnie od pory roku. Teraz czaję się na zapach kokosowy. 
A Wy lubicie żele z Dove?

W tym miejscu też chcę przeprosić za moją coraz mniejszą aktywność na blogu, ale nieubłaganie zbliża mi się termin oddania I rozdziału pracy licencjackiej, a ja stoję w miejscu, dlatego moja obecność w blogosferze przez najbliższe dni będzie niewielka. Wszystko nadrobię w przyszłym tygodniu. Jeśli chcesz być na bieżąco to zapraszam Cię na mój instagram,  na którym jestem codziennie.

7 marca 2014

Tydzień w zdjęciach. (10)

Piątek, weekendu początek.
U mnie weekendu peeełnego łóżkowych wrażeń.
TAK!
Gorące herbaty chłonąć będę w litrach,
chusteczki wyjmować z prędkością dźwięku,
i nadrabiać Wasze blogi pod gorącą kołdrą.
1. Tak zwane zdjęcie sprzed chwili. Czyli kocie oczy i blog umilają mi dzisiejsze popołudnie. Prawdę mówiąc chyba nie narzekam. Chociaż z drugiej strony mogło mnie dopaść na tygodniu a nie na weekendzie. :D
2. Na każdym zdjęciu, który co tydzień tu wrzucam mam inny kolor włosów. Zawsze jest to blond, ale każdy z innego okresu mojego życia. Tu ten najbardziej naturalny.Teraz bliżej mi to blondynkowej brunetki :) Jakkolwiek to brzmi.
3. Taki klimat mi towarzyszył przez ostatnich kilka dni. Uwielbiam.
4. Czy takie zdjęcia nadal sa na czasie? hihi. Powrót do domu z uczelni. Taka pogoda była, że aż żal było jechać pod sam dom autobusem.
5. Miłość od pierwszego pomalowania. Czyli colour alike jeżyce w akcji. Piękne mają lakiery, ale niestety na nie też moje paznokcie są oporne. Nie wiem co z nimi jest nie tak, ale jeśli lakier wytrzyma u mnie 2 dni na paznokciach to ogólnie szał. Zmieniam odżywki podkładowe i topy, także nie mam pomysłu o co kaman.
6. Za takimi chwilami po studiach będę tęsknić najbardziej. Czyli przerwa w czasie zajęć i/lub wcześniejsze ich skończenie oznacza właśnie widok z tego zdjęcia.
1. Smak dzieciństwa czyli popołudniowa rozpusta. Są smaki, które mi się nigdy nie znudzą i monte zdecydowanie znajduje się w czołówce ulubieńców. 
2. Powrót z uczelni. Tym razem zdjęcie z autobusu.Kiedyś uwielbiałam czarno - białe zdjęcia, teraz zauważyłam coraz mniej ich w mojej kolekcji. Czas to zmienić, bo wielu zdjęciom zmiana koloru nadaje już zupełnie innego klimatu.
3. Próbowałam coś wymodzić na paznokciach, ale chyba nie mam do tego cierpliwości. No i 2 lakiery z tego zdjęcia miały wtedy swoje ostatnie 5 minut i wylądowały w lutowym denku.  Lakiery z essence (w tej starej wersji) to były zdecydowanie moje ulubione lakiery. Trzymały się u mnie kilka, gama kolorów była bardzo duża i cena rewelacyjna. Teraz w buncie nie kupiłam i nie kupię ani sztuki essensiaka w nowej wersji. Nie odpowiada mi pojemność, cena no i z tego co czytałam pogorszyła się ich trwałość.
4. Wciągnęłam się na chwilę w m jak miłość, ale już mi przeszło. Denerwowało mnie, że to co najciekawsze działo się w ostatnich minutach we wtorek i trzeba było czekac te kilka dni na kontynuacje. To nie na moje nerwy, haha . :D
5. Nie wiem czemu, ale mam skłonność do fotografowania ptaków i owadów. 
6. Przepadłam. Jedząc ten tort pokochałam serek mascarpone. Połączony z karmelem i botą śmietaną - pycha! Gdybym kiedyś go robiła - chcecie przepis? :)

6 marca 2014

Pięknie pachnę i to wszystko?

Bath&Body Works
czyli balsam do ciała o zapachu mocno waniliowym!


Opakowanie: To plastikowa, przezroczysta buteleczka, z chropowatymi wypustkami po bokach dzięki czemu balsam się nie wyślizguje z rąk. Z przodu i z tyłu znajduje się naklejka, a opakowanie zamykane jest na kliczek. Ogólnie bardzo lubiłam takie zamknięcia, ale nie wiem czemu ten balsam mi się dość ciężko wydobywa, chociaż konsystencji gęstej nie ma. Do tego nie ma możliwości postawienia opakowania do góry nogami bez wspomagania się innymi produktami, gdyż się przewraca. 
Jego pojemność to 236 ml.


Konsystencja - czyli pierwsza zaleta produktu - jest lekka, ale po przechyleniu opakowania zbyt szybko nie spływa - czego notabene nie rozumiem, ale okej! Szybko się wchłania w skórę, nie pozostawia tłustego filmu.

Zapach: To druga z... z dwóch zalet tego produktu. Pachnie cudownie - o ile lubicie słodką woń wanilii! Zapach utrzymuje się na ciele bardzo długo - często wyczuwam go jeszcze po całej nocy. Jest dość intensywny. Wsiąka w ciuchy ( u mnie jest to piżama, więc zupełnie mi to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie :) )

Działanie i wydajność: No i tutaj niestety jest zawód. Za tak osławiony i w dodatku nietani (49zł w regularnej cenie) produkt spodziewałam się cudów. Nic z tego. Nie robi na ciele nic. Ani nie nawilża, ani nie pielęgnuje jakoś szczególnie. Gdyby nie pozostawiający zapach uważałabym, że lada moment się ulatnia. Nie szkodził też, bo nie wysuszał, nie uczulił, nie podrażnił. Co do wydajności to na zdjęciu jest widoczne użytkowanie po ok 2 tygodniach, raz dziennie tylko na górne partie ciała (moje nogi wołają o nawilżenie w zimie, więc ich nie raczyłam wanilią!) Także z wydajności także jestem zadowolona, o trzecia zaleta!
Skład:

Podsumowując: Piękny zapach, zerowe działanie. Firmy Bath&Body Works nie skreślam, bo mam od nich płyn do dezynfekcji rąk i jest naprawdę świetny i do tego chodzą za mną mgiełki do ciała !
Jeśli macie jakieś kosmetyki tej firmy i mocno je polecacie lub odradzacie piszcie w komentarzach!

5 marca 2014

TAG - 40 pytań kosmetycznych.

Zapraszam na luźny TAG  - 40 pytań kosmetycznych.

1. Ile razy dziennie myjesz swoją twarz?
Zazwyczaj 2 razy - rano i wieczorem, czasami jeśli wypadnie mi jakieś wyjście wieczorne to 3 razy :)
 
2. Jaki masz typ cery?
Z tym mam zawsze problem, ale stawiam na normalną w kierunku suchej.
 
3. Co jest obecnie Twoim ulubionym produktem do mycia twarzy?
Micel od Tołpy, o którym pisałam tutaj.
 
4. Czy używasz peelingów do twarzy?
Staram się, ale czynność tą wykonuję rzadko. Częściej stawiam na maseczki.
 
5. Jaka to marka?
Obecnie zabieram się za słynny peeling od Eveline.
 
6. Jakiego kremu do twarzy używasz?  
Obecnie jest to wygładzający krem na dzień od Eveline, na noc poszukuję swojego ideału i zużywam różne próbki.
7. Czy masz piegi?
Takie tyci tyci na nosie. (jak byłam mała to z sąsiadką opalałyśmy się przez sitko żeby być pieguskami, ot takie pomysły miałyśmy :D )
 
8. Używasz kremu pod oczy?
Obecnie używam kwasu hialuronowego, o którym pisałam tutaj.
 
9. Miałaś kiedyś problem z trądzikiem?
Na szczęście nie.
 
10. Używałaś kiedyś tabletek przeciwtrądzikowych?
Nie.
 
11. Jakiego podkładu używasz?
Max Factor LP i Pierre Rene Skina Balance.
 
12. Co z korektorem?
Używam z alverde, ale niestety mi się kończy już i będę próbowała palety korektorów od w7 :)
 
13. W jakiej tonacji jest Twoja skóra twarzy?
Zdecydowanie w ciepłej.
 
14. Co sądzisz o sztucznych rzęsach?
Osobiście nigdy nie używałam, gdyż nie mam takiej potrzeby, ale wizualnie na oczach bardzo ładnie się prezentują. :)  
15. Czy wiesz, że maskary powinno się zmieniać co 3 m-ce?
A ja się z tym nie zgodzę. Moją wymieniam kiedy się skończy lub kiedy wyschnie (nieważne czy to będzie miesiąc czy 5 miesięcy).

16. Jakiej maskary teraz używasz?
Mieszam 3 : Lovely spectacular me + Lovely  pump up + Maybelline colossal.
 
17. Sephora czy MAC?
Ani jedno ani drugie.
 
18. Masz kartę pro do MAC?
Nie.
 
19. Jakich narzędzi używasz do aplikowania makijażu?
Pędzli.
 
20. Używasz bazy pod cienie?
Nie, ponieważ cieniami maluję się sporadycznie.
 
21. Używasz bazy pod makijaż? 
Nie, aczkolwiek przymierzam się do bazy z Revlona. 
22. Ulubiony kolor cienia do powiek?
Wszelakie brązy, nude i beże.
23. Kredka do oczu, czy eyeliner w płynie?
Zdecydowanie eyeliner.
 
24. Jak często dźgnęłaś się w oko kredką?
Nie maluję oczu kredką, aczkolwiek pamiętam, że jak zaczynałam swoją naukę kreski to nie raz oberwało moje oko rysikiem. ;)
25. Co sądzisz o pigmentach/ sypkich cieniach?
Prawdę mówiąc używam zbyt rzadko by wyrobić sobie opinię o nich.
 
26. Używasz kosmetyków mineralnych?
Nie.
 
27. Ulubiona szminka?
Aktualnie szukam swojego ulubieńca wśród szminek, na pewno będzie to odcień delikatnego różu lub nude.
 
28. Ulubiony błyszczyk?
Od Victoria's Secret i z Manhattanu, numerków nie pamiętam.
 
29. Ulubiony róż?
Od inglota, ale aktualnie przerzuciłam się na bronzery.
 
30. Kupujesz kosmetyki na e-bay/Allegro?
Na allegro parokrotnie kupowałam podkład od MF.
 
31. Lubisz kosmetyki z drogerii?
No ba! :D
 
32. Czy kupujesz swoje kosmetyki od ulicznych sprzedawców lub na bazarach?
Nie, nie mam zaufania ani do sprzedawców ani tym bardziej do kosmetyków. Mogą być ofoliowane taśmą antywłamaniową ja i tak nie kupię BO NIE :D
33. Czy chciałabyś chodzić na lekcje wizażu?
Wizaż az tak mocno mnie nie pociąga, by robić z niego różnorakie kursy. Chociaż mi się marzy  nauczyć się pięknie malować oko, ach!
34. Czy zdarza Ci się niezdarnie nakładać makijaż?
Jedynie co mi się zdarza to zbyt częste popatrzenie na górne lustro po czym jeszcze nie wyschnięta kreska eyelinera odbija mi się na powiece, awrrr! No i zdarza mi się odbić rzęsy pod łukiem brwiowym z tego samego powodu co pisałam wcześniej :)
 
35. Zbrodnia w makijażu, której nie możesz przeżyć?
Niedopasowanie odcienia podkładu do skóry, maska maską, ale jak widzę brąz na twarzy - biel na szyi to aż mnie korci wylać wiadro z wodą na tą pannę. :D Aaa i jeszcze mega gruba kreska na oku, ba wyjeżdżająca niemalże po samo ucho - przecież lustro obejmuje całą twarz, więc jak można się tak krzywdzić?!
 
36. Lubisz kolorowe makijaże?
Bardzo.
 
37. Która gwiazda wg Ciebie ma zawsze świetny makijaż?
O nie. Nie wiem. Nie oglądam prawie w ogóle tv. Jedynie pierwsza osoba, która mi przyszła to głowy do Kożuchowska, która moim zdaniem wygląda mega kobieco, delikatnie - obłędnie! Ale sama też lubię mocniejsze makijaże, które u Gosi występują sporadycznie, ale nie będę szperać w wyszukiwarce by znaleźć coś na siłę. :)
 
38. Jeśli miałabyś wyjść z domu używając tylko jednego produktu, co by to było?
Tusz do rzęs , zdecydowanie.
39. Czy wychodzisz z domu bez makijażu?
Zdarza mi się np do osiedlowego sklepu.  
40. Czy sądzisz, że wyglądasz dobrze bez makijażu?
Jeśli nie mam na sobie żadnego stwora zwanego potocznie syfkiem, to skromnie powiem tak. ;)



Zapraszam Was do odpowiedzi na ten TAG, to takie trochę stworzenie profilu kosmetycznego ;)

1 marca 2014

zDENKOwani w lutym!

Mimo krótszego miesiąca (no, ale w końcu to tylko 2/3 dni mniej niż zwykle?) udało mi się zużyć w miarę przyzwoitą ilość kosmetyków - a co ważniejsze nie kupić żadnego, bez którego "się nie obejdzie".
Zużyłam kilka ideałów, ale bubli także nie zabrakło.