27 lutego 2014

Zamówienie z ezebry.

Początkiem lutego składałam zamówienie z ezebry -odkąd złożyłam tam pierwsze zamówienie to planując jakiś zakup zazwyczaj wcześniej właśnie przeglądam  ezebra.pl.
Z racji, że od początku roku jestem na niepisanym odwyku to tym razem nie mogłam zbytnio zaszaleć, ale kusił mnie bardzo podkład z revlona, który na zebrze jest o połowę tańszy niż w drogeriach. No i w sumie dodatkowo wpadło kilka nieplanowanych kosmetyków. Wszystkie kosmetyki (poza przypadkowym na zdjęciu szamponem) są dla mnie nowością.
W7, Honolulu Bronzer czyli pierwszy nieplanowany zakup. Na ten bronzer ochotę miałam od baaardzo dawna, ale jakoś nigdy po drodze mi z nim nie było jeśli chodzi o zamówienie. A skoro nadarzyła się okazja to go zakupiłam. Po kilku próbach nałożenia go na policzki wiem jedno - nietrudno zrobić sobie nim krzywdę!  Na zebrze go jak na razie nie ma, a ceny dokładnie nie pamiętam, ale było to coś w granicy 13 zł.
Z racji, że mój ulubieniec z alverde kończy się już (nie mogę, a raczej nie chcę go wykończyć, za bardzo go polubiłam i używam go tylko w ostateczności!) to wzięłam paletę korektorów od w7 (po raz pierwszy z tą firmą mam styczność). Jak na razie próbowałam dwóch kolorków, fajnie się wtapiają, średnio kryją. Cena za paletkę to ok 12 zł.
Revlon ColorStay do skóry suchej i mieszanej, nr 250 Fresh Beige. Na początku bałam się, że kolorem nie trafię chociaż mam w miarę ciepłą karnację. (oczywiście przed złożeniem zamówienia byłam w drogerii zobaczyć odcień i wszystko było ok dopóki pani ekspedientka nie porównała mi go z 110 Ivory! ogromna przepaść!) ale zaryzykowałam, stwierdziłam, że najwyżej będzie na lato. Ale nie,kolor jest idealny! Bardzo fajnie się wtapia w buzie, bardzo dobrze kryje. Po pierwszej aplikacji dziwiłam się skąd przy nim tyle ochów i achów, ale przy następnym razie zrozumiałam. Na pewno pojawi się o nim recenzja, być może porównawcza z moim ulubieńcem - Max Factorem Lasting Performance. Jego cena to ok 34 zł. Natomiast do cery tłustej i mieszanej 27 zł - nie bardzo rozumiem różnicę cenową, ale okej.

Marion, Zabieg laminowania te saszetki zakupiłam z czystej ciekawości. Zapłaciłam za obie w granicy 5 zł. Na kwc mają bardzo zróżnicowane opinie, od fatalnych po ideały, także zobaczymy. U mnie na włosach zbyt mocno popisać się nie będę musiały, bo ja sama z siebie ma proste włosy, ale oczekuje tego, że je wygładzą i nabłyszczą! Bo o ostatnim farbowaniu zrobiły się matowe - jakbym co najmniej raz dziennie je katowała prostownicą.

Suchy szampon od isany zaplątał się do zdjęcia przypadkowo, oczywiście nie został kupiony na zebrze tylko w Rossmannie, tak swoją drogą ostatnio używam go nałogowo!

Pędzelek do korektora Manhattan - wzięłam ze względu na paletkę z w7. Obecny korektor nakładam palcem, ale te z w7 są zbyt małe i paćkanie się palcem w niewielkim otworze, w którym się znajdują stałoby się denerwujące. Kosztował niecałe... 3 zł.

Jeśli miałyście któryś z powyższych kosmetyków,
to dajcie znać jak się sprawdzają u Was! :)

26 lutego 2014

Pędzel do pudru TRENDY.

Wybierając produkty do testów pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy był pędzel do pudru ponieważ szukałam jakiegoś zamiennika dla mojego noname.  A fakt, że jest mały ucieszył mnie jeszcze bardziej bo potrzebowałam takowego żeby móc nosić go w kosmetyczce.

Pędzel zamknięty jest w plastikowym, przezroczystym opakowaniu, dość dobrze zabezpieczony tasiemką, także nie grozi nam to, że ktoś dotykał jego włosia. Niestety na opakowaniu nie znajduje się żadna informacja na temat pędzla po za tym, że jest to pędzel do pudru stojący.  Jest gęsty, wykonany z włosia syntetycznego o długości 4cm.  Nie jest szaleńczo miękki, ale jest dobrze zbity i nabiera się na niego bardzo dobrze wystarczającą ilość pudru. Dobrze się spisuje jeśli chodzi o nakładanie pudrów sypkich i prasowanych, nie osypuje ich. Aktualnie używam pudru w kamieniu i równomiernie rozprowadza go po twarzy, dając naturalny efekt (ten sam puder nakładany gąbeczką bardzo mi się odznaczał na twarzy!) Jest mały, ale bardzo poręczny, posiada trzonek o długości 3 cm, ale mimo krótkiej długości dobrze się nim manewruje. Kolorystycznie jest delikatnie cieniowany co dobrze widać na zdjęciu. Jak na razie nie zauważyłam by zgubił choćby jeden włosek, a używam go od ok 2 miesięcy. Na co dzień noszę go w kosmetyczce z innymi kosmetykami i jestem mile zaskoczona ponieważ nic a nic mu się nie dzieje. Począwszy od trzonka na którym nie ma ani jednej rysy, skończywszy na włosach, którym nic się nie stało, nie powyginały się, nie połamały. 
Jego cena to 16,99 
Dostępność - Trendy Shop, Clavier*
a inne produkty tej firmy znajdziecie na Drogerie internetowe Stars.

*W Rzeszowie butik Clavier znajduje się w galerii Nowy Świat. 


Pozdrawiam,

24 lutego 2014

Czym wyczyścić biżuterię?

Są rzeczy bez których z domu nie wyjdę: 
tradycyjne jak telefon czy portfel oraz takie bez których czuję się ... naga czyli kolczyki i pierścionek! O ile pierścionek od 4 lat noszę codziennie i ściągam go sporadycznie na chwilę, tak kolczyki ściągam codziennie przed snem, a na drugi dzień  przy szybkim zbieraniu się zdarza mi się o nich zapomnieć dlatego nierzadko noszę zapasową parę w torebce! Do rzeczy.
Mój pierścionek jest srebrny, na środku ma jedną duża cyrkonię i po dwóch bokach po 3 malutkie. Między tymi maleństwami wkradają się szarości z życia codziennego, których wiadomo nie doczyścimy czystą wodą. Pastami do zębów czy sodą eksperymentować nie chciałam, tak więc w poszukiwaniu cacka na lewą rękę szukałam u jubilerów płynu do oczyszczania biżuterii. 
W jednym jubilerze nie było, w drugim zapomniałam się zapytać, w trzecim świadczyli jedynie oni usługi czyszczenia biżuterii w cenie 10zł/sztuka. Wchodząc do czwartego byłam już w sumie zrezygnowana, i nie liczyłam na to, że znajdę tam płyn. A tymczasem wyszłam od niego z pierścionkiem i płynem!
Płyn zakupiłam w cenie 10 zł! Czyli tyle ile miałam zapłacić za jednorazowe wyczyszczenie pierścionka! Mam go już drugi miesiąc. Czyści idealnie zarówno srebro (95% zakamarków z mojego cudeńka zostało wyczyszczone!) jak i złoto. Biżuteria po wyczyszczeniu dostała drugie życie. Znów się pięknie błyszczy, cyrkonia jeszcze mocniej iskrzy do słońca. Ogólnie jestem bardzo zadowolona, bo za grosze zakupiłam naprawdę rewelacyjny i przydatny produkt.
Sposób użycia płynu: Biżuterię zanurzamy w płynie na  4-8 minut (starajmy się nie przekraczać tego czasu - lepiej czynność powtórzyć), a następnie płuczemy pod bieżąca wodą i osuszamy delikatnie miękką ściereczką/ręcznikiem. W razie konieczności czynność można powtórzyć. Nie wolno stosować go do biżuterii sztucznie oksydowanej.
Płyn ma delikatny i przyjemny zapach, jest wielorazowego użytku - to od nas zależy kiedy go wymienimy. Ja polecam przed czyszczeniem biżuterii najpierw opłukać ją czystą wodą (szczególnie tą, którą rzadziej używacie) i wysuszyć , dopiero po chwili wrzucić do płynu. Dzięki temu unikniecie gromadzenia się minimalnych śmietków na dnie płynu.
Pojemność to 70 ml płynu, dobrze zabezpieczonego pokrywką oraz dodatkowo zakrętką. 
Ja płyn kupiłam w Fugarcie i z tego co wiem jak na razie swoje sklepy firmowe mają na Podkarpaciu, natomiast płyn jest firmy P.A.T., więc przypuszczam, że jest do kupienia u innych jubilerów / online.


A Wy czym czyścicie biżuterię?
Pozdrawiam cieplutko,

23 lutego 2014

Tydzień w zdjęciach (9)

Tygodniowe ferie dobiegają końca.
Niestety.


1. Mówią, że "kiedy śmieje się dziec­ko, śmieje się cały świat" i to jest najprawdziwsza prawda. Mogę mieć najgorszy dzień, nie mieć totalnie humoru, a ten mały skarb w ciągu kilku sekund zmieni moje samopoczucie o 360 stopni !
2. Jeszcze kilka dni temu pisałam, że nie umiem używać tego masełka na nos, gdyż zbyt mocno jest wyczuwalne na ustach. Przemogłam się i teraz już mi tak nie przeszkadza. Więcej o wiśni poczytać możecie w tym poście.
3. Dwa dni temu zawitała u mnie wiosna (jak ja uwielbiam tę porę roku!) nie tylko za oknem, ale i w pokoju! Ulubione kwiaty (brakuje bzu!) i od razu dzień staje się piękniejszy!
4. Nagrywanie spotu dotyczącego 1% w hospicjum dla dzieci. Dużo stresu, ale jeszcze więcej uśmiechu!
5. Nie napisze nic więcej, bo sama sobie narobiłam smaka tym zdjęciem!
6. Floryda, Siesta Key - zdjęcie autorstwa mojej babci. Ja osobiście jestem zauroczona zarówno nim jak i samą Florydą, która po przejrzeniu całego albumu znalazła się na mojej liście miejsc obowiązkowych do zobaczenia.
1. Wieczory na skype, często dochodzi do tego gra w scrabble czy kalambury - i tak spędzamy czas, który przeznaczony jest na nicnierobienie.
2. Chciałam nadrabiać notki, ale czy tylko ja tak mam, że jak mam wolny dzień nagle znajduje się masa innych rzeczy, które muszę zrobić? 
3. Wykończyłam swoje świeże pranie. Chyba już mi się znudziło - chociaż pamiętam jak mówiłam, że ten zapach będę męczyć dniami i nocami i jeszcze dłużej! Teraz przeszłam na zapachy owocowe!
4. Z serii co blogerki robią po godzinach - czyli z kim mi zawsze rozmów mało! Ania , Asia, Ewelina, Justyna, Natalia  :*
5. Wracamy z D. do cotygodniowego oglądania filmów! Mięliśmy nadrabiać filmy zimą, ale coś Nam się nie udało! :)
6. Pisałam już, że uwielbiam wiosnę? Szczególnie teraz, kiedy za oknem powinna być masa śniegu, którego tak bardzo nie lubię!


Jeśli chcesz być na bieżąco - zapraszam na instagram.

19 lutego 2014

Fun Sensation - zapach na lato.

Zimą o lecie, ale co tam.
Są rzeczy o których dużo pisać się nie da.
Tak jak na przykład dzisiejszy zapach.
Adidas, Fun Sensation
Dezodorant perfumowany z atomizerem
.

Swego czasu używałam te dezodoranty dość często, w torebce zajmowały zaszczytne miejsce obok kremu do rąk i pomadki do ust. Na chwilę obecną wykończyłam to opakowanie i zamieniłam go na mgiełki od VS, których używam na co dzień. Mocniejsze perfumy zdecydowanie preferuje na wieczory czy jakieś wyjścia.
Zapach jest owocowo - kwiatowy, z całej adidasowej serii zdecydowanie najbardziej mi przypasował, aczkolwiek wcześniej (jeszcze w latach licealnych) bardzo lubiłam się z wersją różową - teraz mi się chyba już przejadła .
"Wyróżnia go porywająca soczystość maliny granita, aromatyzowanej różowym pieprzem oraz cierpką cytryną. Kwiatowe serce zapachu rozkwita słodką różą i czarującym fiołkiem, rozświetlone przez soczyste liczi. Nuty bazowe zmysłowego drzewa sandałowego nadają dodatkowego wymiaru uzależniającej ambrze i delikatnemu piżmu, tworząc skrzący i atrakcyjny zapach."
Zapach ten najbardziej mi odpowiada ciepłą porą roku, ze względu na świeży zapach. Nie jest nachalny i nie drażni po pewnym momencie. Trwałość to ok 3 godziny, aczkolwiek na ciuchach utrzymuje się nieco dłużej. Atomizer się nie zacina, rozpyla bardzo dobrze.
Opakowania dezodorantów są takie same, w zależności od zapachu różnią się kolorem - ja to kupuję ;) . Flakonik jest szklany, poręczny, chociaż dość ciężki - osobiście mi to nie przeszkadza, bo dzięki temu, że szkło jest masywne mam pewność, że nic z nim się nie stanie w torebce! Zamykany jest solidną zatyczką. Mieści 75 ml. Jeśli chodzi o wydajność to ciężko mi powiedzieć mi przy codziennym kilkukrotnym psikaniu starcza na około 1,5 miesiąca.
Jak na cenę od 16 zł (na promocji) do ~26 (cena regularna) to bardzo dobry produkt na co dzień.
(zdjęcie ze składem można powiększyć)

    


                                                                                            

17 lutego 2014

Estee Lauder - oj nie popisałeś się!

Estee Lauder, Pure Color, Long Lasting Lipstick
161 Pink Parfait

Unikalna Technologia True Vision™ zastosowana w pomadce przemienia zwykły kolor w kolor wyjątkowy. Uwodzicielski wachlarz odcieni, uzupełniony o nowe, ekscytujące barwy, poczynając od przygaszonych, neutralnych odcieni, a kończąc na żywych i intensywnych. Nowa formuła nadaje ustom maksymalnie nasycony, czysty i wielowymiarowy kolor oraz wzmocniony połysk. Umożliwia wielowarstwowe nakładanie, zapewniając krycie od średniego do pełnego. Pomadka jest długotrwała i odporna na ścieranie.
Swego czasu używałam tylko i wyłącznie błyszczyki. Teraz przerzuciłam się na pomadki i błyszczyk na ustach gości sporadycznie. Wszystkie mazidełka do ust mam w różnorakich odcieniach różu czy nude. A ta jest chyba jedyną o perłowym wykończeniu, jakoś za takim nie przepadam, ale szansę dostaje ode mnie co jakiś czas ze względu na przyjemny pielęgnacyjny efekt. Opakowanie według mnie jak na Estee Lauder i cenę która waha się w granicy ~90 zł jest bardzo tandetne! Aczkolwiek spotkałam się w internecie z ładniejszym dla oka opakowaniem tej pomadki, także być może mam starszą wersję. 
Tak jak napisałam na początku pomadka dobrze pielęgnuje usta, nie nawilża ich, ale także nie wysusza. Nie podkreśla suchych skórek. Utrzymuje się ok 2-3 godzin, osobiście jak na pomadkę dla mnie to ok i teoretycznie nie mogę jej zarzucić krótkiej trwałości, ale przecież to LONG LASTING no i w samym opisie pada obietnica, że "pomadka jest długotrwała" no i ściera się bardzo szybko. Zapach nie jest drażniący ani intensywny, ale nie podoba mi się, tak samo jak smak, który jest dość chemiczny... 
Konsystencja jest kremowa i bardzo dobrze nakłada się na usta. Ma delikatne drobinki, a na ustach zostawia delikatny połysk. Na początku mi przeszkadzał, ale się przyzwyczaiłam do niego.  Kolor w opakowaniu jest ciemniejszy niż na ustach, ale przy trzykrotnym pomalowaniu uzyskamy ciemniejszy róż. U mnie na ustach królują dwie warstwy. 

+ pielęgnuje
+ dobrze kryje
+ ładny połysk
+gama odcieni
+ kremowa konsystencja
+ EL nie testuje kosmetyków na zwierzętach!
 
+/- trwałość

- opakowanie!
- łatwo się ściera
- zapach
- posmak
- cena

Podsumowując pomadka niby fajna bo ma choćby więcej plusów niż minusów, ale swojej ceny zdecydowanie nie jest warta i jak mi się skończy na pewno nie skuszę się na kolejne opakowanie. Znam o wiele tańsze pomadki, które również pielęgnują usta, a dodatkowo mają piękne opakowanie i trwałość zbliżoną do EL.

16 lutego 2014

Tydzień w zdjęciach. (8)

Nie dość, że chyba wiem, że dni leca mi mega szybko,
to tak naprawdę najlepiej uświadamia mnie w tym fakt,
że dopiero co pisałam tutaj tydzień na zdjęciach.

1. Uwielbiam hiacynty i dziwię się, że dopiero w tym roku je odkryłam. Tak bardzo mi przypomina mój ulubiony bez, a wieczorem tak ładnie pachnie!
2. Autorem zdjęcia jest moja 6letnia siostra - fakt, że aparat stał na stole to swoją drogą, ale jaką frajdę mała miała kiedy naciskała spust! ;)
3. Zaległy przegląd prasy, a w tle meble, które składał mi tata i ...
4. ... kartka która po moim powrocie do domu wypadła mi już ze złożonej szafy! :) Humor od razu mi się poprawił!
1. Przegląd zdjęć bez mamby - nie byłby przeglądem. :) Tak swoją drogą moje kocie ostatnio pogubiło... brwi! Coś jej tam próbuje odrastać, ale zastanawia mnie czym to jest spowodowane?! Tak czy siak nie przeszkadza to w jej kizianiu i mizianiu!
2. Domowa pizza - dostałam zgodę na grzeszenie! :)
3 i 4. Walentynkowy wieczór na słodko. A jak Wy spędziłyście piątkowy wieczór? :)

jeśli chcesz być na bieżąco to zapraszam na mój instagram.

15 lutego 2014

Eveline, krem na dzień, olejek arganowy + kozie mleko

Eveline, 
Przeciwzmarszczkowy wygładzający krem na dzień, 
olejek arganowy + kozie mleko.

Na stronie producenta znajdziemy krótką, dość ogólną informację: 

Odbudowuje komórki skóry
aktywnie regeneruje
Dzięki wysokiej koncentracji składników aktywnych o udowodnionej skuteczności działania LUXURY OF YOUTH COMPLEX™ gwarantuje natychmiastowe rezultaty.
EFEKTY PO 4 TYGODNIACH*:
· natychmiastowe i długotrwałe nawilżenie
· redukcja głębokości i ilości zmarszczek
· poprawa jędrności i elastyczności
* Test samooceny przeprowadzony na wybranej grupie kobiet.
Natomiast na kartonowym opakowaniu (które w środku kryje plastikowy słoiczek dobrze zabezpieczony przez folię), znajduje się o wiele więcej teorii. Ale czy teoria ma się do praktyki?

Krem ma bardzo lekką, przyjemną konsystencje. Dobrze i w miarę szybko wchłania się w skórę, ale tylko gdy nałożymy jego niewielką ilość. Zapach jest cudowny - zresztą to chyba największa zaleta tego produktu. Porównując zapach kremu o którym piszę, a kremu do rąk z ziaji kozie mleko - to są to dwa różne zapachy! Eveline jest delikatniejszy, niechemiczny i nie taki intensywny. Krem ma nawilżać, regenerować i wygładzać cerę. Ja z tych 3 obietnic zauważyłam jedynie lekkie nawilżenie i może delikatne wygładzenie. Niestety regeneracji brak. Jak zdarzyło mi się nie użyć raz czy dwa razy kremu niestety skóra powracała do pierwotnego stanu. 
Kremu mimo zaleceń producenta używam zarówno na dzień jak i na noc i zdecydowanie wolę go używać do snu, wtedy lepiej pielęgnuje cerę.
Jeśli chodzi o dzień - pod makijaż sprawdza mi się dobrze. Nie roluje się. Nie zauważyłam też by wpływał na trwałość makijażu. Natomiast na noc nakładam nieco grubszą wartwę, wtedy mimo swojej lekkości pozostawia powłokę, która trzyma się do rana i mocno wyczuwalne jest wtedy nawilżenie i lekkie napięcie skóry. Niestety po zmyciu go znów wyczuwalne jest (w moim przypadku!) ściągniecie skóry!
Krem nie podrażnił, nie zapchał, nie uczulił, teoretycznie nic złego nie zrobił dlatego zużyję go do końca przede wszystkim ze względu na zapach, ale zimą, kiedy moja skóra potrzebuje bomby nawilżenia do kremu nie wrócę. Efekt nawilżenia jak dla mnie jest krótkotrwały.  Ale wiosną/latem na dzień przypuszczam dam mu drugą szansę. Rozglądnę się jeszcze czy jest wersja na noc z tej arganowej serii, może wtedy efekt nawilżenia po nocy będzie długotrwały?
Krem kosztuje w granicy 15-18 złotych i jest dostępny w wielu drogeriach stacjonarnych (np Rossmann, Wispol, SP) jak i internetowych. 

Pozdrawiam,

11 lutego 2014

Masełko od Bielendy pachnące wiśniami.

BIELENDA, Masełko o zapachu zmysłowej wiśni.
Wszelakie mazidła do ust uwielbiam i przez to, że mam ich mnóstwo zużywanie ich do końca idzie mi dość powoli, ale to masełko chyba zużyję bardzo szybko głównie ze względu na konsystencję i fakt, że latem się już nie sprawdzi. Od początku.

 Masełko do ust Bielendy skutecznie pielęgnuje i regeneruje delikatny naskórek ust, likwidując uczucie spierzchnięcia, ściągnięcia i suchości. Zawartość intensywnie regenerujących i odżywczych składników jak: masło karite, masło kakaowe i wit. E, sprawia, że skóra ust szybko się odnowi, odzyska miękkość i zdrowy wygląd. Masełko jest dostępne w 3 wersjach zapachowych:
- zmysłowa wiśnia,
- troskliwa brzoskwinia,
- soczysta malina.
Skład: Isohexadecane, Petrolatum (Nota N), Aqua (Water), Lanolin, Polyglyceryl-3-Diisostearate, Microcrystalline Wax, Butyrspermum Parkii (Shea Butter), Glycerin, Sucrose, Cera Alba (Beeswax), Parfum (Fragrance), Theobroma Cacao (Cocoa) Seed Butter, Propylene Glycol, Rubus Idaeus Fruit Extract, Tocopheryl Acetate, Cetearyl Alcohol, Sodium Saccharin, Hydrogenated Polyisobutene, Palmitic Acid, Pottasium Sorbate, Sodium Benzoate, Ethylparaben, Mica.


Masełko od Bielendy przede wszystkim zauroczyło mnie opakowaniem - no powiedzcie, że nie jet urocze?! Już w połowie jestem kupiona. :) Jest leciutkie, nie do końca matowe, ale bardzo dobrze trzyma się w dłoni. Nie wyślizguje się, aczkolwiek z otwarciem nie ma problemu - nie jest odkręcane tylko po prostu delikatnie "nakładane".
 
Konsystencje masełka trudno mi opisać. W opakowaniu jest dość gęsta, treściwa, ciężka. Ogólnie przypomina mi roztopione masło, które wygląda na "stabilne", a po zetknięciu się z palcem jest śliskie, miękkie (w praktyce nie próbowałam tego na maśle, ale takie mam wyobrażenie - ehem, no nieważne:D)
Zresztą można zauważyć to na poniższym zdjęciu. Przyzwyczajona do masełka nivea. które jest dość twarde, chciałam nabrać niewielką ilość masełka - jakie było moje zdziwienie kiedy mój palec się zatopił w tej gęstej formie.
Ze względu na taką konsystencję aplikowanie go palcem nie przypadło mi do gustu, zupełnie inaczej nakłada się go pędzelkiem. No, ale wtedy idea podręcznego produktu, jakim ma być masełko mija się z celem. No bo kto nosi pędzelek w kieszonce? No a malowanie ust pędzelkiem bez lusterka u mnie mogłoby się skończyć nie najlepiej
Kolor jest dość ciemny i prawdę mówiąc wolałabym by na ustach był bezbarwny, ale niestety pozostawia kolor na ustach, coś pomiędzy różem a bordo. Na ustach masełko utrzymuje się w granicy ~1,5h, co moim zdaniem jest dobrym wynikiem przy moim notorycznym oblizywaniu się.

Niestety na zdjęciach nie widać zbytnio koloru, który pozostawia. Dodatkowo ja nakładam bardzo cienką warstwę by ten kolor był jak najmniej intensywny. Natomiast dobrze widać połysk, który zostawia na ustach.
Zapach masełka jest fenomenalny, pachnie dość intensywnie, ale nie chemicznie. Gdzieś przeczytałam, że zapach przypomina wiśniowy tymbark - i chyba się z tym zgodzę. :) Na ustach jest dość tłusty, troszkę taki oleisty. Daje efekt nawilżenia, ale jest on krótki - do momentu starcia. Chroni usta przed wysuszaniem, ale z regeneracją już suchych skórek na ustach sobie nie poradził. Usta pozostawia miękkie. Na noc go stosować niestety nie potrafię, gdyż jest zbyt mocno wyczuwalny na ustach (chodzi mi o ciężkość a nie zapach).

Masełko jest dostępne między innymi w Rossmannie, a jego cena to ok 7 zł - wydaje mi się dość atrakcyjną ceną jak na wypróbowanie czegoś nowego.
 
Podsumowując masełko polubiłam, jego największą zaletą na pewno jest zapach i opakowanie od strony wizualnej. I mimo, że pielęgnacja jest znikoma to i tak bardzo chętnie wypróbuję jeszcze wersje brzoskwiniową, ale tylko zimą. Na lato masełko wydaje mi się, że będzie zbyt ciążyło mi na ustach. A jak u Was sprawdza się to masełko? 



Masełko miałam okazję wypróbować dzięki portalowi
http://urodaizdrowie.pl/


9 lutego 2014

Tydzień w zdjęciach. (7)

W środę kończy mi się sesja, więc końcu mam nadzieję wrócę do codziennego blogowania.
A tym czasem jak to w każdy niedzielny wieczór zapraszam na 8 zdjęć z tego tygodnia.
1. Z tego nigdy nie wyrosnę. :) A z racji, że dzieli nas z siostrą niemalże 700 km to w jakiś tam sposób nadrabiamy to w wieczory na skype i przy literakach . <3
2. Takie cudaki rysuje moja siostra. W skrócie na obrazku mamy wróżkę, która zasadziła tulipana, ogórek i inne warzywka. Znak szczególny rysunków mojej siostry - to rysowanie rzęs komu tylko się da. ( chyba odziedziczyła po mnie rzęsistego bzika :) )
3. Mamba jak to każdy kot wciśnie się wszędzie, tak, więc dlaczego miałaby ominąć torbę na laptopa? 
4. Czekając na Nati :*

1. Takie popołudnia to ja uwielbiam.  Tylko nigdy nie wiem gdzie te godziny tak szybko znikają?
2. Środowa teoria...
3. ... i półpraktyka.
4. A dzisiejszy dzień spędziłyśmy w sali zabaw. W takich momentach żałuje, że nie mam 15 lat mniej...


a jak Wam minął ten tydzień? :)
jeśli chcesz być na bieżąco to zapraszam na mój instagram.

6 lutego 2014

zDENKOwani w styczniu.



W porównaniu do grudniowego denka, to styczniowe jest mega ubogie.

Są rzeczy których nie mogę zużyć - i nie dlatego, że uzywam ich rzadko tylko dlatego, że ciągle otwieram nowe, między innymi tak mam z żelami pod prysznic! Też tak macie?



ZAPRASZAM :)

5 lutego 2014

Liebster Blog Award.

Podczas kiedy Wy czytacie tego posta ja siedzę w Straży Pożarnej na pogadance lub szukam w Galerii czegoś bardziej lub mniej serduszkowego!

Miłego dnia i zapraszam do czytania TAGu! :)


4 lutego 2014

Odżywczy koncentrat z jedwabiem Cece MED.

Silk Repair Concentrate 
Odżywczy koncentrat z jedwabiem Cece MED Silk Repair Concentrate przeznaczony do włosów suchych i zniszczonych. Nawilża i odbudowuje ich uszkodzoną strukturę, przywracając połysk i zdrowy wygląd.

! Moje włosy są proste, blond rozjaśniane ze sporym akcentem brązu w postaci pasemek, do połowy pleców !

 
Opakowanie
Plastikowa buteleczka o pojemności 75 ml z atomizerem, która znajduje się w kartonowym pudełeczku.  Atomizer jest szczelny, nic nie przecieka, nie zacina się. Pod światło widoczna jest ilość produktu, która nam pozostała. Szata graficzna jest minimalistyczna, więc zależy kto co lubi.
Zapach 
 Jest delikatny, ładny, kojarzy mi się z produktami używanymi u fryzjerów.  Nie utrzymuje się zbyt długo na włosach.

Wydajność 
 Bardzo dobra. Ja na swoje średniej długości włosy aplikuję mniej więcej 3-4 "pompeczki", od nasady po końce, ze sporej odległości.
Działanie
Moje włosy po procesie farbowania każdorazowo tracą blask, są matowe, a końcówki dość mocno przesuszone, dlatego ten produkt jest dla mnie zbawienny. Jest to produkt, który przede wszystkim bardzo dobrze nawilża włosy. Odżywkę używam na wilgotne włosy, które szalenie się plączą, dlatego czekam do wyschnięcia przeczesując je jedynie palcami. Gdy są już suche rozczesanie ich nie stanowi problemu. Odżywkę stosuję na całą głowę, przy umiarkowanym użytkowaniu nie obciąża włosów (aczkolwiek przy zbyt nadmiernym spsikaniu o to nie trudno). Jedwab użyty na włosy suche jak dla mnie nie daje już takiego fajnego efektu, a spsikana nasada lada chwila jest oklapnięta. Z tego co wiem, u kilku osób odżywka solo nie działa, u mnie się sprawdziła. Do minusów mogę zaliczyć fakt, że włosy nie nabierają blasku i zapach utrzymuje sie bardzo krótko na włosach. Czytając kwc dużo dziewczyn o puszących włosach zachwala ten produkt, ja z tym problemu nie mam także nie potwierdzę, ale odsyłam do KWC
Podsumowując z produktu jestem bardzo zadowolona, na 3 produkty , które mam możliwość testować jedwab ten stawiam w środku, mam swojego ulubieńca, ale najgorzej też nie wypadł. :)
 
Dostępność
Produkty CeCe dostępne są w drogeriach:  Rossmann, Superpharm, Hebe, Natura, Laboo.


Produkt otrzymałam dzięki uprzejmości
http://cece.pl/pl
(klikając w bannerek przeniesie Was na stronę główną cece,
 na której znajdują się inne produkty z tej jak i innych serii)

2 lutego 2014

Tydzień w zdjęciach (6)

Niech się tylko skończy sesja a wrócę z recenzjami,
a tymczasem zapraszam na tygodniowy przegląd zdjęć.
1. Z bajek chyba nie wyrosnę nigdy :) A już tym bardziej jak mam takiego towarzysza jak moja siostra. :)
2. Wolne poranki to ja uwielbiam :) 
3. Uwielbiam zmiany, a nie lubię remontów. Cały weekend dumam nad kolorem do pokoju i nadal nie jestem przekonana czy ciemniejszy czy jaśniejszy. :D
4. Zimowe wieczory kojarzą mi się z kakao no i w ostatnim czasie z m jak miłość, hah :D
1. Niech się sesja już kończy...
2 i 3. To małe zaprzeczenie ostatniego zdjęcia, ale co tam! :) 
4. Rozpieszczona truskawkami przez D. próbowałam coś się poduczyć, ale nic z tego.


A jak Wam minął tydzień?