28 września 2013

Tołpa Dermo Face, Physio - Płyn micelarny do mycia twarzy i oczu.

Swego czasu używałam tylko mleczek do demakijażu - górowały nivea, garnier i ziaja (o której swego czasu coś tutaj napiszę.) Później używałam płynu dwufazowego do demakijażu od Herbal Garden i w ostatnim czasie sięgnęłam po micela od TOŁPY. Chciałam spróbować słynnego płynu micelarnego z Biedronki, ale jakoś nie znalazł się w moim koszyku. Sama nie wiem czemu. Później go już w biedrze nie było. Ale otworzyli w moim zacnym mieście HEBE i zrobili mega promocję na płyn od TOŁPY. Za 200 ml zapłaciłam zawrotne 10 zł. Był to chyba pierwszy produkt o którym wcześniej nie czytałam czy warto; jak się sprawdza. I dobrze, bo czytając KWC nie wiem czy bym się skusiła.


Ze strony producenta:
"Usuwa makijaż i zanieczyszczenia. Jest delikatny i ma fizjologiczne pH, dzięki czemu można go używać również do demakijażu oczu. Łagodzi podrażnienia i zaczerwienienia. Pozostawia uczucie komfortu. Jest przeznaczony do stosowania bez użycia wody."
Płyn micelarny od TOŁPY jest przeznaczony do skóry wrażliwej i bardzo wrażliwej. 
Działanie -  Płyn bardzo dobrze usuwa makijaż i wszelakie zanieczyszczenia. Osobiście wymagam od płynu tego by zmywał doskonale, ponieważ staram się już później nie oczyszczać wodą twarzy. Stosuję go do demakijażu oczu - jest delikatny i ich nie podrażnia, nie osłabia rzęs i nie szczypie w oczy. Nie pieni się. Jednym z minusów jest to, że po użyciu twarz jest lekko ściągnięta i taka jakby klejąca, o ile u mnie ten efekt utrzymuje się chwile tak i u mojej mamy dłużej i automatycznie opłukuje buzie wodą i kremuje. 


Opakowanie to przezroczysta, plastikowa, twarda buteleczka z dozownikiem (o wiele bardziej wolę takie od "zatykanych"). Niby zwyczajna szata graficzna, ale mi bardzo przypadła do gustu , zapewne przez minimalizm. Czytałam m.in. na KWC, że jest dość nieszczelne - ja tak nie uważam, ale może dlatego, że nie miałam jeszcze okazji by się przekonać o jego nieszczelności.


Zapach utrzymuje się przez jakiś czas na skórze. Jest bardzo ładny, delikatny, nienachalny. Mój D. go wręcz uwielbia - a co do zapachów jest dość wymagający, haha. :)






Co jeszcze przeczytamy na stronie producenta?
0%
alergenów
sztucznych barwników
PEG-ów
SLS-u
donorów formaldehydu
TAK

łagodne substancje myjące
naturalny kolor
roślinne składniki aktywne
fizjologiczne pH
konserwanty
opakowanie bezpieczne
dla środowiska – poddawane recyklingowi
Wydajność: Jak dla mnie jest dobra jak na micel. Używam go od 3 tygodni i zużycie jest takie jak na opakowaniu obok (ok 1/3).  Na początku myślałam, że go nie polubię właśnie ze względu na jego wydajność bo po pierwszych użyciach strasznie go ubywało, ale później nauczyłam się go dozować w wystarczającej, niedużej ilości.



Skład dla ciekawskich: Aqua, Poloxamer 184, Polysorbate 20, Disodium Cocoamphodiacetate, Propylene Glycol, Peat Extract, Sodium Hyaluronate, Sodium Chloride, Disodium EDTA, Sodium Citrate, Sodium Hydroxide, Citric Acid, Parfum, Methylparaben, Propylparaben, Methylisothiazolinone.
Dostępność : Wszelkie drogerie takie jak Hebe, Super-Pharm, Rossmann.
Cena regularna to: ok 25-30 zł za 200 ml
Czy kupię kolejne opakowanie? Już kupiłam. :)


25 września 2013

Marion, Eliksir prostujący włosy!

Dobry wieczór! :)

Dzisiaj kolejna recenzja. 
To przedostatnia rzecz jaką dostałam od firmy MARION do przetestowania.
Wcześniej zachwycałam się nad  błyskawiczną odżywką rozświetlającą włosy, pokazałam micela z kwasem hialuronowym godnego uwagi za grosze i straszyłam swoim zdjęciem w 10 minutowej masce nawilżająco-odżywczej.

 Co mówi producent?

Profesjonalnie opracowana receptura preparatów KERATIN MIX to połączenie składników ułatwiających stylizację oraz pielęgnujących włosy. Formuła KERATIN MIX zawiera wyjątkową kombinację keratyny, Keratrix™ i creatine, która wykazuje niezwykłe działanie regenerująco-ochronne włosów: uzupełnia niedobór naturalnych składników budujących strukturę włosa, poprawia kondycję i nadaje połysk zniszczonym włosom, zwiększa wytrzymałość, elastyczność i odporność włosów na zerwanie oraz chroni włosy przed szkodliwymi czynnikami zewnętrznymi, wysoką temperaturą i uszkodzeniami spowodowanymi zabiegami chemicznymi.

Myślałam, że o tym kosmetyku będzie mi napisac najtrudniej! Dlaczego? No bo przecież ja nie mam włosów kręconych! Ba, nawet fali nie mam! Ale hola hola, skoro sprawdza się przy prostowaniu to ja spróbowałam pójść w drugą stronę i stosować go jako zabezpieczenie przy... kręceniu włosów lokówką!  Oraz czasami używam go przy suszeniu włosów (a zdarza się to u mnie dość rzadko!) Eliksir nakładam od połowy po same końcówki na wilgotne włosy.

Działanie - tak jak wyżej wspomniałam ciężko mi powiedzieć czy spełnia swoje główne zadanie przy prostowaniu włosów, ale na pewno chroni je przy użyciu ciepła.  Włosy po wyschnięciu są lśniące, miękkie, delikatne, nie elektryzują ani nie puszą się. Trzeba uważać z ilością nakładania produktu, gdyż łatwo przesadzić i obciążyć włosy! Dodatkowo łatwiej rozczesać po użyciu eliksiru włosy.
Opakowanie - to przezroczysta buteleczka z dozownikiem! Oklaski! Bo dozowniki czy pompki to tak banalna rzecz, a wciąż tak rzadko stosowana przez producentów.

Wydajność - no u mnie taka jak widać na zdjęciach - a stosuję go ok 4 miesiące. Jesienią/zimą eliksir częściej pójdzie w ruch bo zarówno lokówka jak i suszarka będą częściej uruchamiane! :)

Zapach baaardzo ładny. Mi od razu skojarzył sie z produktami z salonu fryzjerskiego.

Skład - Aqua, Propylene Glycol, Cyclopentasiloxane (and) Dimethiconol, Phenyltrimethicone, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer (and) Isohexadecane (and) Polysorbate 80, PEG-40 Hydrogenated Castor Oil (and) Trideceth-9, Glycerin, Hydrolyzed Ceratonia Siliqua Seed Extract, Zea Mays Starch, Polyquaternium-7, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Creatine, Hydrolyzed Keratin, Chanomilla Recutita Extract, Phenoxyethanol, Methylisothiazolinone, Parfum, Hexyl Cinnamal, Butylphenyl, Methylpropional, Linalool, Benzyl Salicylate, Limonene, Alpha-Isomethyl Ionone, Citronellol, Citric Acid, Triethanolamine, Sodium Benzoate, Potassium Sorbate, CI 60730, CI 16255.
 
Konsystencja rzadka, ale nie wodnista. W dotyku jakby lepka, troszkę przypomina mi olejki do włosów (te bez spłukiwania).

Pojemność - 50 ml
Cena - ok 8 zł.
Dostępność - Wispol, Netto, Natura
KWC

Czy kupię ponownie? Jeśli kiedykolwiek się skończy to tak.
Klikając w logo przeniesie Was na stronę MARIONU.
Produkt przetestowałam dzięki firmie MARION, lecz fakt ten nie wpłynął na moją opinię.  

 


23 września 2013

Bubel zwany peelingiem!

Krótko, zwięźle i na temat nieprzemyślanego zakupu, który okazał się bublem.
Chciałam kupić peeling, który po parokrotnym użyciu mi się sprawdził z Synergen. Niestety nie mogłam go nigdzie w Rossmannie znaleźć, więc łapnęłam "podobny".
Też synergen. Też do skóry wrażliwej. tylko już "nie też" tak fajny.

Mowa o Synergen, Peeling do codziennego stosowania do skóry wrażliwej.

Opakowanie to dość spora tubka - 150ml - o przyjemnej szacie graficznej. Solidnie wykonana o mocnym, ale niełamiącym paznokcie zatrzasku.                                               Zapach jest fatalny. O ile w tubce jest znośny tak po nałożeniu na rękę/twarz jest nie do zniesienia. Strasznie chemiczny, na pewno nie pachnie owocami tak jak obiecuje producent. 
Konsystencja jak na peeling jest bardzo rzadka - co widać na zdjęciu (w ciągu sekundy z wacika peeling ześlizgnął się na kartkę...) Zdecydowanie wolę bardziej treściwe konsystencje, które ułatwiają, a nie utrudniają aplikację.Jest bardzo wydajny.
To co najważniejsze - działanie.  Użyłam go dwa góra trzy razy i więcej go na pewno do twarzy nie
użyję. Wiedziałam, że jakiś mocny zdzierak to nie będzie - w końcu mamy go używać na co dzień rano i wieczorem. Ale nie uwzględnił producent tego, że będziemy się czuć jakbyśmy rozcierali piasek na twarzy! Dlatego na ilość ziarenek nie narzekam, bo mimo, że jest ich mało to ... jest ich za dużo! Po zmyciu skóra jest ściągnięta i potrzebuje natychmiastowego nawilżenia! Wysuszenie skóry też nie jest mu obce! Żadnych pozytywnych efektów niestety po nim nie zauważyłam, ale może za krótko go używałam. Tak czy siak za wysuszanie, ściąganie twarzy i ten zapach na pewno go nie będę używała do peelingowania twarzy.
Cena to ok 8 zł/150ml.
Dostępny w Rossmannie.
KWC



22 września 2013

Lakier PAESE powędruje do...

Szybki post! 
Niestety kilka zgłoszeń poszło "do kosza"
I to o dziwo nie ze względu na brak wymaganej obserwacji, 
ale dlatego, że zgłaszały się osoby prowadzące blogi o tematyce rozdaniowej/gadżetowej/itp w każdym bądź razie niekosmetyczne (nie wiem jak według Was, ale według mnie 1 notka na 10 o lakierze nie czyni bloga kosmetycznym.), co było wymogiem wzięcia udziału w zabawie.
Do rzeczy.
Lakier zdobyła: 

Już piszę do Ciebie e-mail i czekam 5 dni na odzew. :)

21 września 2013

Mieszany MIX zdjęć.

Przychodzę do Was przelać na Was trochę mojego szczęścia!
Udało mi się dzisiaj zdać prawo karne i prawo wykroczeń - UFF!
chociaż wchodząc do sali nie pamiętałam jak się nazywam,
to udało się! :)

Dzisiaj mały mix ostatnich dni!
1. Tak sobie z misiem dogadzamy! 2. dobry wieczór, dziś jestem przeszczęśliwa! 3. Od kilku dni doglądam piękną pandę w ZOO!
4. Tydzień temu była Jenga! 5. Domowe, nieładne, ale pyszne babeczki, kawa i blog! 6. Włosy sie farbowały a ja znalazłam fajny przepis na tort!
7. Kasyno też tydzień temu było! 8. Powrót do domu. 9. Milka DAIM i OREO najlepsze ever!


A teraz uciekam się zbierać na sobotni wieczór!
Dzisiaj gala MMA, będziecie oglądać? :)

Udanego weekendu Wam życzę! :)

20 września 2013

Farbowanie w 2013 roku!

Cześć!
Dzisiaj troszkę dłuższy post jak na mnie! Ale od czasu do czasu coś trzeba napisać!
Swoje włosy pokazywałam na blogu już wielokrotnie.
* tutaj po farbowaniu rok temu
* włosy kręcone tu i tu prostownicą
* i włosy proste
* w postaci kokardy prawie udanej
* oraz w sztucznym świetle 
* w wersji plecionej - tutaj akurat niedługo po wizycie u fryzjerki opisanej jako pierwsza poniżej. 
* a tutaj mały zarys moich kolorów z wcześniejszych lat.
* i bodajże w 2010 roku skrzywdziłam się rozjaśniając włosy w domu (stąd mam taki uraz to farbowania bez profesjonalnej ręki)
Od zawsze trzymam się blondu, rożnych odcieni, ale zawsze jest to blond. 
 
Farbuję włosy od kilku lat.
Siedziałam już na różnych fotelach fryzjerskich i jak dotąd byłam bardzo zadowolona z dwóch salonów, a konkretniej dwóch fryzjerek. 
Teoretycznie nie wymagam zbyt wiele, bo robię same odrosty i dorzucam jakieś pasemka w innym odcieniu blondu/brązie. Więc banalniejszej klientki dostać nie mogą, prawda? No dobra, przegrywam z podcięciem końcówek, ale do rzeczy.
W kwietniu byłam zafarbować włosy u fryzjerki, która została polecana mi na wizażu, a że od mojego domu był to rzut beretem - skorzystałam! Przeczytałam, że bazuje na bardzo dobrych kosmetykach - więc bez wahania się zapisałam.
Fryzjerka bardzo miła, młoda, do pogadania. Dlaczego o tym mówię? Bo straasznie nie lubię siedzieć 3h na pupie i usta otworzyć na samym końcu dziękując za resztę! Miło jest porozmawiać o włosach, dzieciach a nawet pogodzie!
Salon wizualnie pierwsza klasa! Przestronny, zadbany, wygodne fotele. Mycie głowy to była bajka - w gratisie dorzucony został masaż, na wibrującym fotelu. Super! Wtedy zaczęły mi się w głowie roić jedno "pewnie zapłacę jak za zboże". Na szczęście była to mniej więcej taka stawka jak wszędzie. Z efektu po wyjściu z salonu byłam w miarę zadowolona. Włosy były lśniące, miękkie. A kolor? Zależało mi mieć jak najwięcej jasnych pasemek, no niestety... Nie mam zdjęć przed, ale mniej więcej wyglądały podobnie jak na ostatnich zdjęciach. (odrost był nieco większy.)
W domu przeraziło mnie to, że trzymając włosy pod światło widać było mój... odrost! ok 4 centymetry ciemnego blondu przebijały się przez jasne pasma. Kolor utrzymał się u mnie na głowie ok 2,5-3 tygodni przy myciu głowy co 2 bądź co 3 dzień!
Już nie tyle, że kolor zżółkł, ale jasne włosy totalnie zlały się z ciemnymi, wyszedł mój naturalny kolor włosów.  NIE DZIĘKUJĘ JUŻ TAM NIE WRÓCĘ. Nasuwa mi się tylko pytanie gdzie te bardzo dobre kosmetyki? Jakość do ceny jednak się nie miała. Ale ważne, że kark został wymasowany (aprrr!)

Minęły 3 miesiące, zaczęło się lato - pora znów wybrać się do fryzjera. Salon znałam, byłam już tam dwukrotnie na balejagu u Pani Moniki.  Siedziałam ponad 5h w miejscu! Auć, Auć, Auć. Gdyż Pani fryzjerka robiła dosłownie włos po włosie! Ale efekt był idealny, dłuugo się utrzymywał, i dzięki tej precyzji czyli dojechaniu każdego włoska aż po skórę odrost był widoczny dużo później)- Pani Moniki obecnie w salonie nie ma, więc wybrałam się do drugiej współwłaścicielki. Sprawdzonej przez moją babcię, której włosy mi się zawsze podobały! (3kolorowy balejage)
Efekt był dość podobny do powyższego, ale trzymał mi się o wiele dłużej, bo zaczęły mi ciemnieć po ok 1,5 miesiąca! Nie wiem czemu, ale zdjęć nie zrobiłam.

Zaczął się wrzesień i stwierdziłam, że może pora spróbować farbować się w domu. Przejrzałam multum blogów i widziałam pełno pięknych blond głów! Ale ciągle miałam w głowie "jak mnie chwyci ten kolor?". Mimo, że np odrost kolorystycznie odpowiadał mojemu to wiedziała, że nie jest to równoznaczne, że tak samo farba chwyci mój blond.  Po kilku wyjściach do drogerii staniu i oglądaniu półek pełnych Pań w cudownych blondach na opakowaniu odważyłam się i zakupiłam farbę L'oreal Feria Preference - Bardzo jasny blond perłowy. Chciałam machnąć włosy teraz (czyt. początkiem września) żeby w razie czego kolor do października mi zszedł - nie chciałam straszyć na uczelni. :)
Kiedy przyszło do dnia farbowania ... stchórzyłam!
Milion pytań i gdybań. A co jeśli wyjdę siwa? Albo chwyci mnie na mocna platynę? A jeśli złapie na żółtego kurczaczka? Albo odrost będzie mocno się odróżniał kolorem od reszty? Blah Blah Blah.
Innym razem. Farby zakupione po kilku razowych spacerach do Rossmanna, Hebe, i SP znalazły swoje nowe właścicielki (ze względu na długość włosów kupiłam 2 sztuki.)
W dni tchórza zadzwoniłam do innej fryzjerki u której się swego czasu farbowałam a nawet czesałam na studniówkę i byłam zadowolona. Umówiłam się na następny dzień.

Szłam z zamiarem zrobienia jednego koloru bądź pasemek. Zrobiony został odrost z delikatnymi pasemkami rozjaśniaczem. (plus ciemne pasma, które zostały). Miałam chwilowy przebłysk by znów strzelić sobie balejaż, ale Pani uświadomiła mnie, że jedynie co może nałożyć ciemne kolory jak fiolet(?), brąz i rudy. Miałam chrapkę na rudy, ale... rudy może mi złapać na czerwony/kasztan! AHA! To ja jednak podziękuję i pozostanę przy blondzie! Pozostałam przy pierwotnym pomyśle. Efekt wyszedł delikatny, ale dlatego, że chce już całkowicie zejść z ciemnych kolorów i za jakiś czas zafarbować (u fryzjerki na pewno:D) włosy na jeden kolor!





















Teraz kolejne farbowanie czeka mnie gdzieś w okolicach grudzień styczeń.
Do tego czasu jeszcze może mi się zmienić pomysł na kolor i z jednego koloru mogę chcieć znów 3! :)


Jaką polecicie maskę do włosów, która je stopniowo rozjaśniać będzie?
Fryzjerka ostatnio mi nawet zapisała nazwę na kartce - ale zgubiłam!
A Wy farbujecie włosy?



18 września 2013

Eveline, miniMAX, nr 811

Jak na razie to mój pierwszy, ale nie ostatni.
Poluję na piękną, krwistą czerwień i blady róż.
Ale dzisiaj troszkę niebieskości.
To zdjęcie nie odzwierciedla prawdziwego koloru.
Następne zdjęcia już tak!

Bardzo duża gama kolorystyczna. Mała buteleczka, co dla mnie jest ogromnym plusem. 
Producent obiecuje 9 dni trwałości - u mnie jest to kilka dni ( po ok 3-4 dniach zaczynają się ścierać końcówki), ale dla mnie to wystarczająca długość. Nie odpryskuje. Lakier szybko schnie. Na zdjęciach nałożone mam 2 warstwy plus Top z Sally Hansen. 
Ma fajną konsystencję - niby rzadką, ale nie wylewającą się na skorki (hurra!)
Lakier nie smuży, dobrze się nakłada. Cena to ok 3,50-5 zł. Dostępny jest m.in. w Hebe, osiedlowych sklepach, Rossmannach (tam gdzie szafa Eveline) i swego czasu był w Biedronce.








16 września 2013

Lipiec i Sierpień w 10 punktach.

Tak zwany Stan wyjątkowy czyli miesiąc w 10 punktach razy 2! I to na raz. :)

1. Najważniejszy wpis.
Lipiec:
Niewiele w lipcu było tych wpisów, ale cieszę się, że mogłam się z Wami podzielić sesją z Oliwią, którą udało mi się zrobić na ostatnim piętrze parkingu :) Oraz post , w których chwaliłam się łupami z wyprzedaży. :)
Sierpień:
 W sierpniu pojawił się post, w którym zachwalałam i co nieco skrytykowałam jeśli chodzi o smaki Trójmiasta, oraz w pierwszym po dłuższej przerwie w poście pokazałam kilka zdjęć z moich wakacji. Lubię później wracać do takich postów, odświeżać wspomnienia.


2. Przeczytane książki 
Żadnej, ALE zaopatrzyłam się już w trzy książki - które będa umilać mi podróż autobusem na uczelenie. Są to:
Jedz, módl się, kochaj - Elizabeth Gilbert.
Cała nowa ja - Shari Low
Z tobą lub bez ciebie - Carole Matthews
Ot zapowiadają sie zwyczajne, kobiece książki. :)

3. Obejrzane filmy
 1. Bunt FM

"Tara, uczennica ostatniej klasy liceum, jest tak boleśnie nieśmiała, że boi się rozmawiać z kimkolwiek na szkolnym korytarzu, a nawet odpowiadać na lekcjach. Ale w zaciszu swojej sypialni, wyposażona w iPod, jest gwiazdą najgorętszej stacji radiowej w Miami, która należy do jej ojczyma.  "
Tak, obejrzałam jakiś film młodzieżowy podczas wakacji! Jako 21 latka zdarza mi się czasami patrzeć na Disney Chanel ! :)
 6/10






2. Musisz być mój 
"17-letnia Devon zakochuje się w nauczycielu matematyki. Dziewczyna zrobić wszystko, żeby go uwieść.  "
Bardzo fajny Thiller. Polecam. ;)
8/10






 
 3. Iluzja
"Agenci FBI śledzą grupę iluzjonistów, którzy napadają na banki w czasie ich przedstawień i ukradzione pieniądze rozdają publiczności."
Uwielbiam filmy o tematyce iluzji/magii.
 10/10







4. Druhny
 Trzydziestokilkuletnia Annie przeżywa nie najlepszy okres w swoim życiu, a jej sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje kiedy zostaje honorową druhną swojej najlepszej przyjaciółki – Lillian. Nie pozwoli jednak aby to zadanie ją przerosło mimo, iż jej świat wywraca się właśnie do góry nogami. Koordynuje działania komicznego zespół druhen, z którymi wyrusza w szaloną podróż na wieczór panieński.
 Ot komedia romantyczna jakich niemało ;)
6/10
5. Poradnik pozytywnego myślenia
 Pat Solitano, po tym jak stracił pracę, dom oraz żonę, spędził w szpitalu psychiatrycznym kilka miesięcy. Wrócić do społeczeństwa pomagają mu rodzice, przyjaciele i piękna dziewczyna. 

Sam film jakoś nie zrobił na mnie ogromnego wrażenia, dobry, ale nie rewelacyjny! No, ale Bradley Cooper podbija o punkt! <3
7/10
 6.Jak urodzić i nie zwariować 
Spojrzenie na ciążę i rodzicielstwo opowiedziane z perspektywy pięciu par. 
Na jesienny wieczór będzie jak znalazł. :)
6/10 








7. Superhero
Rick Ricker jest klasowym pośmiewiskiem. Ofermowaty i nieatrakcyjny podkochuje się w blond piękności Jill Johnson, która, rzecz jasna, nie zwraca na niego najmniejszej uwagi. Podczas szkolnej wycieczki do muzeum Rick zostaje ukąszony przez zmutowaną genetycznie ważkę. Niebawem odkrywa, że w wyniku tego zajścia posiadł nadnaturalne zdolności - niezwykłą siłę, szybkość oraz zdolność chodzenia po ścianach. Postanawia wykorzystać nowe umiejętności i jako superbohater o imieniu Dragonfly pomagać ludziom.  
Totalnie nie w moim guście.
4/10

 



8. Asterix i Obelix: Misja Kleopatra
 Asterix, Obelix i Panoramix wyruszają do Egiptu, by pomóc architektowi Numernabisowi. Ma on zaledwie trzy miesiące na wybudowanie pałacu dla Kleopatry. 
To był pierwszy film jaki oglądałam z tymi słynnymi postaciami. O dziwo bardzo mi sie spodobał.
8/10
9. Nieletni/pełnoletni
 Jeff Chang jest wzorowym uczniem. Za kilka godzin będzie pełnoletni. Ta noc nie może skończyć się na jednym piwie.
 Zapowiadał się ciekawiej, ale zaliczam go do przeciętnych.
6/10







10. Daję nam rok
Nat i Josh wzięli niedawno ślub. W ich małżeństwie właśnie pojawił się pierwszy kryzys.  
Jak uwielbiam komedie romantyczne tak ta jest totalnym przeciętniakiem.
5/10











11. Millerowie
 Okradziony z towaru dealer David musi w ramach zadośćuczynienia przywieźć z Meksyku dużą dostawę narkotyków. Dla niepoznaki organizuje więc wymyśloną rodzinę.
 Najlepsza komedia jaką widziałam w ostatnim czasie! :) No i Aniston - to już w ogóle idealnie. :D
10/10






12.Kłopoty z Dee Dee
Dee Dee Rutherford nigdy nie potrafiła sprostać oczekiwaniom swojego ojca. Nieporozumienia i zbyt duże wymagania przyczyniły się do oziębienia stosunków, a w konsekwencji niezbyt częstych spotkań. Tuż przed emeryturą, mężczyzna postanawia poprawić relację z córką. Okaże się, że Dee Dee posiada większy potencjał niż mogłoby mu się kiedykolwiek wydawać.
 Oglądałam przelotem w tv, totalnie nudny. Kilka fajnych haseł podczas całego filmu.
3/10

13. Histeria - Romantyczna historia wibratora 
Epoka wiktoriańska, młody lekarz traci pracę na szpitalnym oddziale. Dostaje jednak posadę w prywatnej przychodni zajmującej się niekonwencjonalnym leczeniem kobiecej histerii.  
Powiem tylko tyle, że tytuł mówi sam za siebie. :)
7/10 







4. Powód do dumy.

Oduczam się impulsywności. Jestem na dobrej drodze! :)

5. Najlepszy zakup. 
Z kosmetyków był to peeling z Faromony - który pokochałam całą sobą! :) 
Jeśli chodzi o ciuchy to była to koszulka wiązana dołem oraz jeansowa kurtka, które pokazywałam w tym poście.  No i torebka pokazana w tym samym poście nie rozstawała się ze mną w wakacje. :) 


6. Podróże. 

Trójmiasto. <3

7. Ulubione jedzenie/przekąska. 

  Ryba, grill i gofry! Smaki tego lata! :)

8. Najczęściej słuchana piosenka. 
 Uwielbiam Jego głos.



9. Ulubione produkty kosmetyczne 
 Wyżej wspomniany peeling od Faromony.
Mgiełka od VS pokazana w tym poście w sektorze różowym oraz słynny Colossal również pokazany w tamtym poście lecz w sektorze żółtym. :)
 
10. Lipiec i sierpień w skrócie. 
 To były dwa piękne miesiące. Odpoczęłam, zregenerowałam siły na nowy rok akademicki. Niestety koniec miesiąca był jednym z gorszych dni jakie mogłabym sobie wyobrazić, ale są sprawy, których nie unikniemy. Niestety.